Odkrywam, że czas staje się dziwnym cyklem, serią rytuałów, które pokonuje,
zabierają mi coś, codziennie, tak samo.
Męczę się i nie wiem jak to pokonać, bo samo nie przejdzie, już to wiem.
Niezręczność i ucisk, dziwne mrowienie i chodzenie z kąta w kąt.
Cv, komputer, dalekie piesze wędrówki z aparatem w łapie.
Bieganie, aż pieką płuca.
Okres adaptacji, pewnej żałoby z utraty bezpiecznego miejsca, statutu, który porządkował życie.
Podobno pierwszy rok jest najgorszy.
Podobno to mija.

0 komentarze:
Prześlij komentarz